Dwa dni w Odessie: co zobaczyć i gdzie zjeść cz. 2

port w odessie

Zapraszamy na drugą część naszej relacji z Odessy.
Jeśli nie czytałeś jeszcze pierwszej części, to znajdziesz ją TUTAJ. 🙂

W pierwszej części, oprócz tego co udało nam się zobaczyć, pisałyśmy również o budżetowym noclegu, położonym centralnie nad morzem.

Zwiedzania część III

privoz market w odessie
wejście na Privoz Market

Nazajutrz na śniadanie pojechałyśmy na targ Privoz Market. To właśnie tam zjadłyśmy najtańsze śniadanie życia. 😮 W jednej z budek za kawę, herbatę i wielgaśną drożdżówkę „zabuliłyśmy” 17 hrywien (ok. 0,70€)!! Ktoś jadł za mniej? 😁

privoz market, drozdzowki w odessie


Wypiłyśmy też świeży sok z granatu (2€ za 250ml), kupiłyśmy pyszne jabłka i śliwki, wczuwając się w codzienne życie mieszkańców. Fajnie jest odwiedzać takie miejsca – co sądzisz?

privoz market w odessie, sok z granatu

Monaster św. Pantelejmona

monaster sw pantelejmona

Następnym naszym punktem był Monaster św. Pantelejmona z 1876 r. Od tego czasu był on kilkakrotnie zamykany i na nowo otwierany. Warto zobaczyć tę piękną budowlę, chociaż z zewnątrz tak jak my. 😁

odessa, monaster sw pantelejmona

Kulikove Pole

Trafiłyśmy tutaj w sumie trochę przypadkowo, bo w drodze do kolejki linowej. Naszą uwagę przykuły zdjęcia, maskotki oraz kwiaty wiszące na bramie tuż przy budynku związków zawodowych. Jak się zorientowałyśmy, były to zdjęcia ofiar, które zginęły podczas zamieszek 2 maja 2014 roku. Wtedy to budynek ten został podpalony, a w środku zabarykadowali się przeciwnicy Majdanu. Łącznie zginęło 48 osób, a 218 zostało rannych. 😔

Łuk Mauretański

Mijając Muzeum Wojskowo-Historyczne wnet dochodzimy do Bulwaru Francuskiego. A tam wita nas piękny Łuk Mauretański, który zaprojektowany został na początku 20. wieku jako wejście do Otrady, czyli letnich rezydencji nad morzem. Potem przez lata służył jakoś wejście do sławnej plaży Odessy, Otrady. Uliczka zaraz pod łukiem kryje niesamowite murale! Sami zobaczcie na fotkach poniżej. Must-see dla „muralowych” freaków!

Kolejka linowa – Kanatna Doroha

Kolejka linowa Kanatna Doroha w Odessie

Kolejka Kanatna Doroha to megafajna atrakcja, o której nawet nie miałyśmy pojęcia. Krótko przed wyjazdem mamuśka zobaczyła ją na Instagramie u Bartka W Podróży, który polecał przejażdżkę. Wielkie dzięki Bartku! Wagoniki są ślicznie pomalowane, każdy ma inny wzór, tak więc można jechać wraz z Wilkiem i Zającem lub z Simpsonami. 😁 Warto jednak wspomnieć, że wsiada i wysiada się praktycznie niekontrolowanie w biegu, więc może być to trudne z małymi dziećmi. Nam przejażdżka bardzo się podobała, szczególnie że pogoda była przepiękna, więc widok na morze był cudowny. Polecamy!
Cena: 50 hrywien/osobę (ok. 2€)

Kolejka linowa Kanatna Doroha w Odessie

Yellow Stone

Yellowstone w Odessie, plaża

Po zjechaniu kolejką wybrzeżem wróciłyśmy do hotelu, aby szybko przebrać się w bikini i skorzystać z pięknej pogody spędzając kilka godzin na plaży. Po drodze mijamy popularną, żółtawą skałę o nazwie Yellow Stone. Polecamy też bardzo instagramową, różową huśtawkę stojącą w morzu. Należy ona według nas do lokalu Bright On Beach. Super focie wychodzą. 🙂

Selfie na plaży w Odessie

City Food Market

City food market, Odessa

Zanim ruszyłyśmy na dalsze zwiedzanie, odwiedziłyśmy jeszcze City Food Market. To całkiem spory food court, w którym panuje fajny, luźny klimat. Koniecznie chciałam spróbować świeżo przyrządzonych krewetek, które zresztą okazały się genialne podane w maślanym, bardzo kremowym sosie z dodatkiem pietruszki. Miodzio! Cena: 140 hrywien (5€) za 100g. Poza krewetkami było też mnóstwo ryb i innych owoców morza, a także świeże ostrygi. Szukaj na 2. piętrze food courtu. 🙂

krewetki w City Food Market, Odessa
City food market w Odessie`

W drodze do Schodów Potiomkinowskich

Przyszedł czas w końcu zobaczyć słynne Potiomkinowskie Schody. Z City Food Market wybrałyśmy się tam pieszo. Po drodze zdołałyśmy „odhaczyć” jeszcze kilka ciekawych miejsc. Był to między innymi Posąg Admirała José’go de Ribasa, który był ojcem założycielem Odessy. Nadzorował on bowiem budowę miasta, oraz portu Odessy. Na pomniku admirał w prawym ręku trzyma łopatę, a w lewym plan przyszłego miasta. Pomnik znajduje się na ulicy jego imienia, Derybasivska Street. Tam też zaczyna się ulica imienia Lecha Kaczyńskiego.

Jose de Ribas, pomnik w Odessie
José de Ribas

Kolejny po drodze był całkiem spory, uroczy Park Stambulski (Istanbul Park) pełen zieleni i ławeczek. Znajdują się tam też kolorowe place zabaw dla dzieci, fontanny, toalety, a nawet bezpłatne WiFi. W 2013 Stambuł przeznaczył ponad 1,5 miliona dolarów na przebudowę części bulwaru z okazji dwudziestej rocznicy powstania miasta partnerskiego Odessy i Stambułu. Uroczyste otwarcie parku miało miejsce w maju 2017 roku.

Istanbul Park w Odessie
Plac zabaw, Istanbul Park, Odessa
Plac zabaw w Parku Stambulskim

I tak w pięknych okolicznościach doszłyśmy do Posągu Księcia de Richelieu. (Duc de Richelieu), który był jednym z najpopularniejszych gubernatorów Odessy. Dziś pomnik ten jest nie tylko wizytówką Odessy, ale także pewnego rodzaju talizmanem dla jego mieszkańców, którzy przypisują brązowemu pomnikowi prawdziwie magiczne właściwości. Tak więc rodzimi studenci i studenci przybywają do księcia tuż przed egzaminami – uważa się, że przynosi on sukces. 🙂 Pomnik stoi tuż nad naszym faktycznych celem, czyli…

Pomnik Richelieu w Odessie

Schody Potiomkinowskie

schody potiomkinowskie, odessa

I o to i one – najważniejszy symbol Odessy – Schody Potiomkinowskie! Nie można być w Odessie i ich nie zobaczyć. Ich wymiar jak najbardziej robi wrażenie i koniecznie trzeba zejść na dół, aby wpierw wybrać się na chwilę do portu, a potem z powrotem wyjechać zieloną kolejką, ale o tym za chwilę. A teraz kilka ciekawych faktów doczytanych w Wikipedii.

Schody Potiomkinowskie

  • są symbolicznym wejściem do Odessy,
  • zbudowane zostały ze względu na wysokie położenie Odessy względem portu,
  • stały się sławne na całym świecie dzięki filmowi Siergieja Eisensteina „Pancernik Potiomkin”,
  • to 192 stopnie i 136 m długości
  • rozszerzają się ku dołowi, czym powodują złudzenie optyczne – patrząc z ich szczytu, wyglądają jakby na całej długości miały taką samą szerokość.

Port

odessa port

Selfie na Schodach Potiomkinowskich zrobione, pora więc zobaczyć kawałek portu. Po kilku minutach docieramy i naszym oczom ukazuje się Pomnik Złote Dziecko (Zolote Dytia), który symbolizuje drzewo, którego owocem jest dziecko. Ta rzeźba jest dedykowana wszystkim genialnym dzieciom Odessy. Swoją drogą z portu jest też fajny widok na Schody Potiomkinowskie.

pomnik złote dziecko, port w odessie
schody potiomkinowskie, widok z portu
Widok na Schody Potiomkinowskie z portu

Jako że pomników, monumentów itp. w Odessie jest bez liku, to kolejny z nich stoi nieopodal. Pomnik ten (Sailor’s Wife Monument), przedstawiający kobietę wraz z machającym ku morzu dzieckiem, poświęcony jest żonom i dzieciom żeglarzy. Według nas budzi sporo emocji i warto zobaczyć go z bliska. W porcie znajduje się też otwarte Muzeum Kotwic Morskich.

sailor's wife monument, port w odessie

Kolejka linowa 'Odessa funicular’

odessa funicular kolejka linowa

Powoli zaczęło się już robić ciemno, więc postanowiłyśmy nie wychodzić po Schodach Potiomkinowskich, a wyjechać do góry naziemną kolejką linową, która według nas jest atrakcją samą w sobie. Bilety w cenie 5 hrywien (0,20€) kupiłyśmy bezpośrednio u pani, która siedzi w środku kolejki. Wchodzi się jak do windy. Jadąc z dołu trochę nie wiadomo co i jak, ale nie martw się – pani, która w środku sprzedaje bilety, tak głośno krzyczy, że y pewnością będziesz wiedział, z której strony wejść. 😀

W drodze do Teatru Opery i Baletu

pomnik carycy katarzyny II w odessie
Pomnik Carycy Katarzyny II

Ulicą Katerynyns’ka St. ruszyłyśmy w kierunku odeskiej opery, po drodze mijając Pomnik Carycy Katarzyny II. Kolejnym miejscem, które mijałyśmy, i które miałyśmy ochotę odwiedzić to Muzeum Kontrabandy. Dobra, szybka decyzja – idziemy! Cena za osobę dorosłą to 90 hrywien (3,50€) plus książeczka informacyjna 30 hrywien (1€). Muzeum bardzo nam przypadło do gustu, niewielkie, a jednak w fajny sposób pokazana historia przemytu. Przemytu absolutnie wszystkiego – od biżuterii, poprzez papierosy, aż do narkotyków. Można się kreatywnie zainspirować. 😀 To oczywiście taki żarcik. 🙂

Po wizycie w muzeum nasz spacer w kierunku nie potrwał zbyt długo, bo zobaczyłam ciekawą miejscówkę, i po reklamie w oknie wywnioskowałam, że mają tam wiśniową nalewkę, Stwierdziłam więc, że nie ma bata – trzeba spróbować. Jakże zdziwiony był barman, kiedy zamówiłam ową nalewkę. Poinformował mnie, że nalewkę owszem mają, ale jabłkową. 😀 No tak, zamiast jabłka rozpoznałam wiśnię, bo przecież jabłko to taka prawie wiśnia ha ha hah… 😀 Knajpa nazywa się Biały Nalew (Білий Налив) i zresztą pochodzi od odmiany zielonych jabłek. Oprócz jabłkowej nalewki można napić się również jabłkowego cydru lub ponczu, który jest mieszanką obydwu wymienionych trunków. Jest i coś na ząb – serwują dwie przekąski: hot dogi z dodatkiem pokruszonych, jabłkowych chipsów oraz ostrygi serwowane z cytryną. Cena jest jedna! Wszystko kosztuje 30 hrywien (ok. 1€). Nalewka pyszna – szczególnie pita na zewnątrz przy jednej z beczek. Polecamy!

Teatr Opery i Baletu w Odessie wieczorową porą

opera w odessie wieczorem

W końcu dotarłyśmy! I wiesz co? Opera odeska po zmroku prezentuje się przepięknie. No i jeszcze ta podświetlona, zmieniająca co chwilę kolory, fontanna. Niesamowity widok. Przysiadłyśmy na ławeczce, aby choć przez chwilę nacieszyć się tym fantastycznym obrazem. Stwierdziłyśmy jednak, że koniecznie musimy zobaczyć tę zachwycającą budowlę również za dnia… Tak też zrobiłyśmy następnego dnia, ale hola, hola! Najpierw kolacja…

opera w odessie, wieczorem

Restauracja Kumanets

Wybór padł na restaurację Kumanets ze względu na dobre opinie i przeuroczy folklorystyczny wystrój. W ogródku stoi drewniany wóz wypełniony sianem a w nim wielkie dynie, kwiaty, obok wiklinowe kosze pełne jabłek. W środku króluje przede wszystkim biel i drewno. Ściany pomalowane na biało mają kolorowe, florystyczne zdobienia. Nawet kogut spogląda zza jednego stołu. Poza tym jest dużo fajnych akcentów i akcesoriów jak haftowane ręczniki, zdobione szale, stary piec, drewniany kołowrotek, dzbany, akordeon, maszyna do szycia i wiele innych. Strasznie fajny, ciepły klimat. To miejsce według nas ma duszę. Kelnerki i kelnerzy ubrani w regionalne stroje idealnie wtapiają się w domową atmosferę.

Jeśli chodzi o jedzenie, to nas przekonała karta sezonowa, gdzie wszystkie dania były z dynią, a więc nie zjadłyśmy tym razem nic tradycyjnego. Jako czekadełko dostałyśmy swojski chlebek ze smalcem. Mniam. Pierwsze z dań to kotlet schabowy z dyniowymi placuszkami, warzywami i musem jabłkowym. Naprawdę pyszne połączenie. Porcja wielka, w sumie tym daniem we dwie się najadłyśmy, a zamówiłyśmy jeszcze sałatkę na ciepło z kurczakiem, dynią, pieczonym jabłkiem, selerem i pestkami dyni. Ta jednak nie zwaliła nas z nóg, choć przyznam, że może to dlatego, że była już letnia, kiedy ją jadłyśmy, a przecież była ona na ciepło. Mimo to, miejsce jak najbardziej polecamy, fajnie byłoby wiedzieć, jak smakuje tam np. barszcz ukraiński czy pielmieni. Rachunek wyniósł nas 400 hrywien/15€ (za opisane, dwa główne dania i jedną dużą wodę).
Najadły się, napiły, to czas wracać do hotelu.

Zwiedzania część IV

Poniedziałek. Ostatnie przedpołudnie w Odessie postanowiłyśmy wykorzystać do maksimum, więc wstałyśmy wcześniej, niż w poprzednie dni i ruszyłyśmy, choć jeszcze na kilka godzin w miasto.

Ogród Miejski

Uberem pojechałyśmy do ogrodu miejskiego przy Derybasivska Street. Nasze oczy zachwycił kawałek architektury – zielona kamienica z pięknymi zdobieniami i szarym dachem. Wpierw nie mogłyśmy zlokalizować budynku w Google, ale na mamuśkę nie ma mocnych – po powrocie znalazła obiekt. Jest to hotel. 🙂

Czas na kolejny pomnik. Tym razem Pomnik Leonida Utysowa, muzyka jazzowego, komika oraz aktora urodzonego w Odessie. Spoczywa on sobie na ławeczce, więc można sobie z nim chwilkę posiedzieć. Przy wejściu do parku znajdują się Pomniki – Lwa i Lwicy. Jest również Pomnik Dwunastego Krzesła, który upamiętnia dwóch radzieckich autorów powieści „12 krzeseł”. Na koniec ostatni już pomnik, który zobaczyłyśmy zaraz naprzeciwko ogrodu miejskiego, czyli Pomnik Siergieja Utochkina. Utochkin był jednym z pierwszych rosyjskich lotników, a pomnik przedstawia lotnika patrzącego w niebo.

Pasaż Odessy (Pasazh)

Koniecznie chciałyśmy odwiedzić słynny Pasaż Odessy przed wyjazdem. Na parterze znajduje się wiele butików, a na pozostałych 3 piętrach mieści się hotel. Został on zbudowany pod koniec XIX wieku i był najlepszym hotelem w południowej Rosji do czasu otwarcia Hotelu Bristol. Wewnątrz i na zewnątrz budynku są liczne rzeźby. O 10 (w poniedziałek) wszystkie sklepy, oprócz jednej kawiarni, były zamknięte, ale i tak warto było przejść się w tym malowniczym miejscu.

Plac Katedralny

Do Placu Katedralnego poszłyśmy zaraz po wyjściu z pasażu. Plac z pewnością należy do atrakcji must-see w Odessie. Znajdziesz tam też Pomnik Michaiła Woroncowa (Mikhail Voroncov), rosyjskiego oficera i polityka. W czasie wojny z Napoleonem (1812), dowodził on dywizją.

Śniadanie w kawiarni Tetia-Motia

Nadszedł w końcu czas zjeść jakieś śniadanko – przecież nie samym zwiedzaniem człowiek żyje. 😀 Fajnie się złożyło, bo restauracja, którą wybrałyśmy była rzut beretem od Pomnika Adama Mickiewicza – no przecież nie mogłyśmy, choć nie rzucić okiem na naszego rodaka.

Pomnik adama mickiewicza w odessie

Dobra, ale teraz już serio idziemy coś przekąsić. Kolejny raz poza dobrymi opiniami przekonał nas wystrój kawiarenki Tetia-Motia. A było na co popatrzeć. To chyba najbardziej kiczowate, wręcz słodziuchne miejsce pod tytułem „U cioci Kloci na imieninach”, w jakim kiedykolwiek byłyśmy. 😁 Zresztą sam zobacz na zdjęciach, a przekonasz się, że nie przesadzamy! Wzorzysta kanapa, koronkowe obrusy, słoje z kompotem i dżemem, babcina porcelana, a w jednym rogu stary piec a na nim stoi garnek wraz z żelazkiem. Dosłownie jakbyś był u kogoś w domu w odwiedzinach. Są tam też jeszcze rybki w akwarium, kanarek w klatce, ach no i gadająca papuga. 😍

Mama tradycyjnie zamówiła omleta z serem, a ja – bardzo trudno zgadnąć – serniczki z powidłem i śmietanką. 😂 Serniczki dostałam pulchne, aksamitne w smaku – palce lizać! Do tego bardzo dobre cappuccino i jeden kompocik, choć ten jak dla nas trochę za słodki. A w trakcie czekania na zamówienia można zajadać się obwarzankami, których na stołach są całe miski. Ogólnie rzecz biorąc, powiem tak: będąc w Odessie, warto tutaj przyjść, i dla serniczków i dla tej niepowtarzalnej atmosfery, która tam panuje. Rachunek: 300 hrywien (11€)

Najedzone udałyśmy się już w ostatnie miejsce, bo na więcej niestety czasu nie starczyło. Pewnie domyślasz się, o które miejsce mi chodzi, bo pisałam o nim wcześniej…

Teatr Opery i Baletu w Odessie w dzień

opera w odessie

Tak jest! Jak już wspominałam Teatr Opery i Baletu w Odessie pozostawił u nas niedosyt poprzedniego wieczoru i koniecznie chciałyśmy, sprawdzić jak wygląda za dnia. Absolutnie nie żałujemy, ponieważ jest naprawdę piękny. Polecamy odwiedzić go tak jak my, raz wieczorem i za dnia również.

teatr opery i baletu w odessie

I to był ostatni punkt naszego, pełnego przygód pobytu w Odessie. Z opery wróciłyśmy do hotelu po walizki i udałyśmy się na lotnisko. Tutaj mamy dla Ciebie radę: Zaplanuj trochę więcej czasu na lotnisku. A to dlatego, że nowy terminal lotniska to, jak powiedział nam miły pan stojący obok nas w kolejce, „tylko iluzja”. Cała odprawa odbywa się w starym budynku, a kolejki (do nadania bagażu, jak i do kontroli bezpieczeństwa) są nieziemskie – tego się nie spodziewałyśmy. Warto więc mieć trochę czasu w rezerwie. Ach i jak nie musisz, to nie korzystaj z lotniskowych toalet – wołają o pomstę do nieba. 🙂

A na koniec wymieniamy listę rzeczy, których nie udało nam się zrobić lub zobaczyć w Odessie:

  • Arkadia City z wiszącymi parasolami (bardzo instagramowe miejsce) :D
  • Pałac Woroncowów
  • Pijana Wiśnia – we Lwowie nie udało nam się wypić słynnej nalewki (kolejka), a w Odessie całkiem o niej zapomniałyśmy, może w Warszawie się uda 😉
  • Przejażdżka marszrutką – ze względu na i tak stracony praktycznie pierwszy dzień, poruszałyśmy się głównie Uberem no i pieszo
  • Muzeum Bohaterskiej Obrony Odessy (Museum of heroic defense of Odessa) – muzeum znajduje się na zewnątrz i można podziwiać tam m.in. łódź podwodną, armaty, czołgi itp.
  • Przejażdżka tramwajem nr 20 (przy Khersonskyi Skver) – o całkiem hardkorowej trasie linii 20 preczytałyśmy na blogu Gdzie Los Poniesie, no ale niestety nie udało się nią przejechać

I to już koniec naszej odeskiej relacji. Mamy nadzieję, że Cię nie zanudziłyśmy i że nasze tipy i wskazówki Ci się przydadzą. 😊

Jeśli nie czytałeś pierwszej części wpisu, to zapraszamy O TU.


Znasz już nasz fanpage na FB? 😊 Regularnie pojawiają się tam relacje z naszych podróży, weekendowych wypadów, a także różne polecenia z Wiednia, gdzie mieszkamy. Zachęcamy Cię więc do polubienia strony, abyś był na bieżąco. 🙂 Zapraszamy także do naszej nowej grupy „Austria na lato”. Znajdziesz w niej inspiracje na wycieczki po tym pięknym kraju.
Działamy również na Instagramie, gdzie regularnie pojawiają się fotki z naszych wyjazdów, a będąc w podróży, relacjonujemy głównie na InstaStories. Dołącz do nas i inspiruj się z nami!

P.S: Będzie nam niezmiernie miło, jeśli rezerwując Twój kolejny nocleg, skorzystasz z naszego linka Booking.com. Ciebie to nic nie kosztuje, a dla nas to duże wsparcie w prowadzeniu bloga. 🙂

.

Comments

  1. Danusia says:

    Byłam w Odessie w dniach 7 – 10 marca 2020r. Poleciałam z koleżanką „na kawę”. Było świetnie. Świątecznie – Dzień Kobiet.
    Bardzo polubiłam miasto. A jedzonko smaczne. Kawusia, ciasta, desery no miodzio!!!!!!! Strogonow z cielęcego mięska – majstersztyk!!!! Atmosfera super. Ludzie przyjaźni. No i taki fajny klimat. Trochę pojechałyśmy bez planu. Jednak skorzystałyśmy z przewodnika. Nie zdążyłyśmy zobaczyć plaży i popływać statkiem (nie ten czas). Ale mamy zamiar pojechać jeszcze raz. Była to dla nas jedna z przyjemniejszych krótkich podróży. Polecam

  2. Hania, hiha.pl says:

    Czy tylko ja uważam, że nazwa Yellow Stone (bez względu na pisownię) powinna być zarezerwowana 😅? Ale murale – sztos! Piękne kolory, od razu się robi radośniej 😊

    • Klaudia says:

      No w sumie masz rację co do Yellow Stone’a haha 😀
      Oj taaaak ,murale były cudowne – dlatego też tyle fotek wrzuciłyśmy 😀

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.