Dziś zabieramy Cię na krótką, ale jakże przyjemną, jednodniową wycieczkę do Alicante! Taki jednodniowy wypad jest świetną opcją na budżetową wycieczkę bez wynajmowania noclegu. Jesteś ciekawy, co robiłyśmy w Alicante i czy w ogóle warto lecieć na jeden dzień? Zapraszamy Cię więc do przeczytania wpisu. 🙂
Styczeń to, według nas, zdecydowanie świetna pora na zwiedzenie Alicante – średnia temperatura to 17°C, więc można zatankować trochę słońca i nawet spędzić trochę czasu na plaży. A to wszystko w totalnym spokoju, bez tłumów turystów. Idealne warunki na odkrycie hiszpańskiego Alicante!
Do Alicante wybrałyśmy się we czwórkę, bo dołączyła do nas koleżanka mamuśki oraz Iwona – dziewczyna, która niedawno odezwała się do nas na FB, chcąc nas poznać. Spotkałyśmy się na jarmarku świątecznym w Wiedniu. Kiedy wspomniałyśmy o planowanym wypadzie do Alicante, od razu powiedziała nam, że chciałaby dołączyć. Tak też zrobiła. 🙂 Ale to fajne uczucie zarażać ludzi podróżowaniem!
Alicante – Organizacja
Aby taki jednodniowy trip mógł być budżetowy, oczywiście trzeba najpierw znaleźć tanie loty! Nam jak najbardziej się to udało. Tutaj szczegóły naszego lotu do Alicante:
Wieden – Alicante 🔷 6:05 – 8:30 🔷 linie WizzAir🔷 10€ za osobę z klubem WizzAir Disocunt Club (bez klubu 20€)
TIP: Członkostwo w klubie WizzAir Discount Club kosztuje 40€ na rok i zwraca się często już przy pierwszej rezerwacji lotu.
Alicante – Wiedeń 🔷 19:30 – 22:10 🔷 linie Laudamotion 🔷 21€ za osobę
Wszystkie ceny tylko z małym bagażem podręcznym, który jednak przy tak krótkim wypadzie to żaden problem. 🙂
Przyznasz, że 31€ za osobę w obie strony to niezła gratka? 🙂 Jeśli chcesz dowiedzieć się, jak taniej zorganizować podróż, to zapraszamy Cię do naszego poradnika.
Alicante – na miejscu
W Alicante lądujemy punktualnie o 8:30 i od razu ogarniamy transport do centrum.
Dojazd z lotniska
Wybieramy najtańszą opcję, czyli autobus. Autobus C6 do stacji Plaza Puerta del Mar 1 – cena 3,85€. Bilety kupujemy u kierowcy. Wszystkie autobusy odjeżdżają z 2. platformy lotniska, a jazda trwa jakieś 20 minut. Wysiadamy ok. godziny 9:20 i wita nas taki widok: pusta plaża, morze i pełne słońce! Czy może być lepiej? 🙂
P.S. W Alicante nie ma ani Ubera ani Bolta.
Mercado Central
Jesteśmy już wszystkie dosyć głodne, więc pierwszym naszym celem jest słynna hala targowa Mercado Central, do której udajemy się z buta. Po drodze mijamy urocze, wąskie uliczki, kolorowe budynki ze ślicznymi tabliczkami oraz balkonikami i prawie żadnych turystów. 😀
Przechodzimy też koło bazyliki św. Marii. Bazylika Jest to najstarszy aktywny kościół w Alicante. Został zbudowany w stylu gotyckim między XIV a XVI wiekiem nad resztkami meczetu.

W Mercado Central udajemy się na śniadanko do Tapas Baru Mil 921 na 1.piętrze i nie żałujemy. Wszystkie zamawiamy różne kanapeczki: z wędzonym łososiem, kawiorem i creme fraiche, z wędzonym dorszem i pomidorkami, z genialnym serem (nie pamiętam nazwy) serwowaną na ciepło z miodem i pieczarką oraz z szynką Jamon. Wszystkie przepyszne, bagietka świeża, chrupiąca, składniki świetnie dobrane – widać, że robione z sercem! W zależności od składników ceny kanapek wahają się pomiędzy 1,90€ a 3,50€. Do tego świeżo wyciskany sok z pomarańczy za 1,50€! Spodziewałyśmy się malutkiej szklaneczki, a sami zobaczcie, jaką dostałyśmy – myślę, że spokojnie było to jakieś 300 ml. Szczerze polecamy Bar Mil 921. Warto tam zajrzeć!
Castillo de Santa Barbara
No dobra to najedzone możemy lecieć dalej. W planach mamy wyjście na zamek św. Barbary. Nawigacja kieruje nas tak, że nadrabiamy sporo drogi, co jednak wynagradzają nam cudowne widoki, m.in. takie:




TIP: Jeśli zależy Ci na czasie, to polecamy na zamek wyjechać windą, która znajduje się na wysokości kafejki Paseo de Gomiz. W GoogleMaps znajdziecie windę pod nazwą Ascensor al Castell de Santa Barbara. Bilet w cenie 2,70€, a winda otwarta jest od godziny 10:00. Najpóźniej wjechać można o 19.20, a zjechać o 19.40.
Zamek św. Barbary to na pewno must-see w Alicante – na nas robi duże wrażenie! Szczególnie widoki z góry na miasto i morze są niesamowite! A no i jeszcze pewna mewa-modelka dumnie pozuje nam do zdjęć, co chwilę przelatując z jednego tarasu widokowego na drugi. 😀
W Wikipedii wyczytałam, że z zamkiem jest związana lokalna legenda, według której pewien kalif szukał męża dla swojej pięknej i jedynej córki, księżniczki Cantary. Aby móc wybrać między dwoma młodymi muzułmanami o imionach Aly i Almanzor, otrzymali oni zadania. Almanzor musiał udać się do Indii, aby przywieść rzadkie rośliny dla swojej ukochanej, a Aly musiał zbudować kanał irygacyjny.
Według legendy Almanzor był bardzo skoncentrowany na swoim zadaniu, podczas gdy Aly poświęcił ten czas na pisanie wierszy dla księżniczki, dzięki czemu Cántara zakochała się w nim. Jednak ostatecznie Almanzor, po swoim powrocie, zdobył jej rękę. Kiedy Aly się o tym dowiedział, zrzucił się ze szczytu góry i zmarł. Cántara nie wyobrażając sobie życia bez swego ukochanego, również skoczyła za nim. Wstrząśnięty śmiercią swojej córki kalif również umarł z powodu swojego żalu. Po jego śmierci powstał obraz jego twarzy, w której Cántara i Aly popełnili samobójstwo. Zainspirowane tą legendą, domostwo królewskie miało nazwać miasto Alicántara, od którego podobno pochodzi nazwa Alicante. 🙂
Kafejka Paseo de Gomiz
Z zamku na dół zjeżdżamy już windą, aby zaoszczędzić trochę czasu i udajemy się do wcześniej wspomnianej kafejki Paseo de Gomiz położonej tuż przy plaży Playa del Postiguet. Nie ma to jak kawka (2,50€), orzeźwiająca sangria (5€) i pyszne patatas bravas (5,50€) z widokiem na dobijające do plaży fale. Toaleta też na plus!
Playa del Postiguet
Jako że pogoda tak nas rozpieszcza, to nie możemy nie spędzić chociaż godzinki na plaży, tak więc wszystkie wyjmujemy ręczniki i biegusiem na plaże nacieszyć oczy tym sielskim widokiem. Nie zabrakło oczywiście też plażowej sesji zdjęciowej. 😀
Promenada Passeig Esplanada d’Espanya
Po krótkim plażingu udajemy się na słynną promenadę Passeig Esplanada d’Espanya. Króluje ona na większości pocztówek z Alicante. Miejsce totalnie instagramowe! Sami zobaczcie. 😀
W drodze do promenady mijamy ładny plac Plaça de l’Ajuntament.
Casa Carbonell
Przy promenadzie stoi budowla znana jako „Casa Carbonell” lub „Carbonell House”. Jest jednym z najbardziej zachwycających budynków w Alicante. Wybudowany został przez J. Vidala Ramosa w latach 1922–1925, na zamówienie producenta tekstyliów z pobliskiego miasta Alcoy, Enrique Carbonella. Świadczy on o bogactwie producentów tekstyliów z Alcoy podczas pierwszej wojny światowej.
Calle San Francisco
Z promenady udajemy się na uliczkę Calle San Francisco, która nazywana jest też the Mushroom Street, ponieważ co kawałek stoją tam duże muchomory. Nie lada gratka nie tylko dla dzieci. 😀 Chodnik jest kolorowy i namalowane są na nim co kawałek plansze to gry w klasy. Są też muchomorki, do których można wejść i zrobić sobie fotkę.
Restauracja Sala Almonte – nie polecamy!
Przyszedł czas na późny obiad – niestety sporo restauracji zamyka się o 16 i otwiera dopiero o 19:30, a więc wybór mamy dużo mniejszy, bo właśnie dochodzi 16. 🙂 Wybór pada na restaurację Sala Almonte też na tej muchomorkowej uliczce. Nie idź tam – nie polecamy! Jedzenie (zamówiłyśmy wszystkie owoce morze i rybę) mocno przeciętne, ryba niedosmażona, ale to nie to było najgorsze. Prosimy o rachunek i po sprawdzeniu zauważam, że wino, które zamówiłyśmy, jest na rachunku dwa razy – raz na samym początku, a raz na samym końcu. Zwracamy więc uwagę kelnerowi, który na początku był bardzo miły, żartował z nami itd., a on po prostu bierze rachunek z powrotem i, wchodząc na kuchnie, zdenerwowany zaczyna się żalić, wyciera się serwetką, po czym wraca do nas z nowym rachunkiem, jak gdyby nigdy nic. Zero przepraszam, nic, a kiedy wychodzimy, odwrócony do nas plecami nawet nie odpowiada na nasze „good bye”. Straszne chamstwo – przez jego zachowanie wydaje nam się, że nagminnie doliczają turystom coś do rachunku. Nie daj się naciągnąć i sprawdzaj rachunki!
Po tym niefajnym akcencie naszej wycieczki udajemy się już na przystanek i jedziemy na lotnisko busem C6 o 17.30 (lot mamy o 19.30). W sumie więc spędziłyśmy 8 pełnych godzin w Alicante.
TIP: Zaplanuj trochę więcej czasu na lotnisku. Mimo że jest ono małe, to do kontroli bezpieczeństwa były ogromne kolejki, bo dwie kolejki obsługiwała tylko jedna osoba.
W planach miałyśmy jeszcze ogród botaniczny Parque Canalejas, ale już nie zdążyłyśmy ze względu na to, że spędziłyśmy sporo czasu na zamku no i chciałyśmy trochę poplażować, 🙂
Alicante w jeden dzień – czy warto?
Według nas – jak najbardziej! Szczególnie poza sezonem są idealne warunki do zwiedzania. Jest ciepło (w styczniu ok. 17°C), ale nie gorąco, przez co zwiedzanie jest przyjemne, niemęczące. Kolejnym plusem jest to, że praktycznie nie ma tam wtedy turystów, co oznacza zero kolejek (np. do zamku św. Barbary), zero tłumów i puste plaże. W jeden dzień można zobaczyć bardzo dużo, jako że w Alicante nie ma niezliczonej ilości atrakcji. My jesteśmy na TAK! 🙂
Byłeś, albo planujesz wypad do Alicante? Jeśli tak, to koniecznie daj znać, jak wrażenia. 💙
Wszystkie ceny i informacje – styczeń 2020.
Znasz już nasz fanpage na FB? 😊 Regularnie pojawiają się tam relacje z naszych podróży, weekendowych wypadów, a także różne polecenia z Wiednia, gdzie mieszkamy. Zachęcamy Cię więc do polubienia strony, abyś był na bieżąco. 🙂 Zapraszamy także do naszej nowej grupy „Austria na lato”. Znajdziesz w niej inspiracje na wycieczki po tym pięknym kraju.
Działamy również na Instagramie, gdzie regularnie pojawiają się fotki z naszych wyjazdów, a będąc w podróży, relacjonujemy głównie na InstaStories. Dołącz do nas i inspiruj się z nami!
P.S: Będzie nam niezmiernie miło, jeśli rezerwując Twój kolejny nocleg, skorzystasz z naszego linka Booking.com. Ciebie to nic nie kosztuje, a dla nas to duże wsparcie w prowadzeniu bloga. 🙂



































Dziękuję, za subtelny opis wrażeń z Alicante , będę waszą cichą wielbicielką
do zobaczenia na szlaku i serca będe polecać znajomym wasze opowieści, rady i przemyślenia; myśle, że warto jeszcze powrócić w góry; po drodze Busot kiedy jest Festival muzyki Etno itd; zobaczyc 700 metrów w okolicy jaskinie,przeżyć wschody i zachody na końcu prawie Europy z bliskimi lub znajomymi, Europa jest taka maleńka….